Monday, 22/5/2017 UTC+2
Biznes Music
Biznes Music

Dzień z życia fana VIDEO

Dzień z życia fana VIDEO

Zastanawialiście się kiedyś, jak wygląda dzień z życia fana VIDEO? Pewnie nie, ale posłuchajcie uważnie, a niewykluczone, iż sami wkrótce podążycie podobną ścieżką i Wasze kartki z kalendarza zaczną przypominać tę, o której zaraz Wam krótko opowiemy.

Dzwoni budzik. Za oknem jeszcze szaro, ale nie ma mowy o drzemce, bo pociąg nie będzie czekał. A przecież dziś dzień koncertu, nareszcie! Złapać plecak zawierający niezbędnik fana, pogłaskać na pożegnanie psa lub kota i można ruszać w drogę. Kilometrów przed nami niemało, lecz wyprawa nigdy nie stanowi utrapienia. Wręcz przeciwnie: to jedna z atrakcji! Najważniejsze, by żonglując rozkładami jazdy oraz mając na uwadze lokalizację poszczególnych dworców autobusowych i kolejowych, zaplanować ją jak najrozsądniej. Jeżeli towarzyszą Ci inni fani, jazda upłynie Wam z pewnością pod hasłem rozmowy o koncercie właśnie nadchodzącym oraz o poprzednich wydarzeniach z Waszym udziałem. W pojedynkę podróż także się nie dłuży. Wystarczy dobra książka i słuchawki na uszach. Bądź w uszach, zależnie od indywidualnych preferencji. A w słuchawkach doskonale znane dźwięki. Każda kolejna piosenka zapoczątkowuje łańcuch najlepszych wspomnień, co prowadzi z kolei do mimowolnego uśmiechu czy nawet śmiechu, na który współpasażerowie reagują zaskoczeniem albo rozbawieniem. W niejednym oku pojawi się nierzadko błysk zrozumienia. Po paru godzinach miejsce docelowe jest na wyciągnięcie ręki. Z oddali słychać przygotowujących się do występu lokalnych wykonawców budujących nastrój oczekiwania. W okolicach sceny wreszcie następuje połączenie sił z dawno niewidzianymi znajomymi i przyjaciółmi, ponieważ od ostatniego spotkania minął pewnie jakiś ciągnący się w nieskończoność tydzień. Do rozpoczęcia koncertu warto oddać się kształcącym rozrywkom, na przykład zwiedzaniu okolicy lub poznawaniu smaków miejscowej kuchni.

Oczekująca publiczność zostaje sowicie nagrodzona i przychodzi pora na najcudowniejsze i upragnione: startuje koncert, cel naszej wycieczki. Kilkanaście piosenek, w trakcie których muzycy przekazują niesamowicie pozytywną energię. Zresztą widać jej przejawy wyraźnie, patrząc na, niejednokrotnie improwizowaną, choreografię fanów szalejących przed sceną. Owo fantastyczne poczucie wspólnoty wzmaga się zwłaszcza wtedy, gdy gromadnie biegniemy na górę, aby podczas jednego z utworów móc – z braku lepszego słowa – śpiewać razem z Zespołem. Po pójściu do piachu… to znaczy na piach, koncert prawie dobiega końca, a my bawimy się dalej. „Prawie” nieubłaganie zamienia się w „całkowicie”, lecz impreza trwa! Uzbrajamy się bowiem w koszulki i inne gadżety. To nieomylny znak, że nadeszła pora na sklepik. Nikt, kto tego nie przeżył, nie zdaje sobie sprawy z faktu, iż ogromną frajdę sprawia sprzedawanie zdjęć i płyt oraz wyławianie z tłumu potencjalnych fanów. A kiedy autografy już rozdane, a fotki zrobione, mamy chwilę, względnie dziesięć, na rozmowę z Chłopakami. To jeden z tych wspaniałych momentów uświadamiających nam z całą mocą, jak wiele daje członkostwo w fanklubie. A kiedy autografy już rozdane, a fotki zrobione… No tak: jednych i drugich mamy mnóstwo, jednakże miło jest wciąż powiększać tę cenną kolekcję. Po nieodzownych żartach i wszystkich pozostałych przyjemnościach żegnamy się do następnego razu i odbywamy spacer – zazwyczaj w kilkuosobowym gronie – do wynajętego wcześniej pokoju bądź na dworzec, litościwie otwarty w tych późnych godzinach nocnych. Obie opcje charakteryzują się własnym, nieodpartym urokiem, gdyż typowym urozmaiceniem jest to, iż wydarzy się coś nietypowego. Czasem droga prowadzi przez las, czasem spotka się na niej interesujących, acz nieszkodliwych osobników o dziwnych imionach. Jeden element stale się tu powtarza: chce się do tego wracać myślami!

Rano powrót, choć poranek to w naszym przypadku pojęcie bardzo elastyczne. I znów podróżujemy pojedynczo, w duetach, w obszerniejszej grupie. W zależności od tego, z jakiej części kraju właśnie wyjeżdżamy. Rozstania na ogół są wolne od smutku, bo wiemy, że zobaczymy się za parę, najwyżej paręnaście dni. Jazdę do domu przepełniają retrospekcje, jednak niemal zawsze przychodzi wtedy sen. To trochę tak, jakby wkraczać w inną strefę czasową. Zaś wróciwszy, głaszczemy na przywitanie kota lub psa i, cóż, planujemy kolejny wyjazd!

A miało być krótko… 😉

Zdjęcie profilowe FC VIDEO
O autorze

Skomentuj

Twój adres e-mail nie będzie widoczny. Wymagane pola są oznaczone *

CAPTCHA

*

Newsletter

Chcesz być na bieżąco? Zapisz się do newslettera! Dzięki temu już nie przeoczysz nowości.

Polub nas na FB